Info
Więcej o mnie.
Moje rowery
Archiwum bloga
- 2023, Lipiec3 - 0
- 2023, Czerwiec2 - 0
- 2023, Maj3 - 0
- 2023, Kwiecień6 - 0
- 2023, Marzec11 - 0
- 2023, Luty6 - 0
- 2023, Styczeń1 - 0
- 2022, Grudzień8 - 0
- 2022, Listopad5 - 0
- 2022, Październik5 - 0
- 2022, Wrzesień10 - 0
- 2022, Sierpień13 - 0
- 2022, Lipiec11 - 0
- 2022, Czerwiec10 - 0
- 2022, Maj7 - 0
- 2022, Kwiecień6 - 0
- 2022, Marzec2 - 0
- 2022, Luty2 - 0
- 2022, Styczeń9 - 0
- 2021, Grudzień14 - 0
- 2021, Listopad8 - 0
- 2021, Październik14 - 0
- 2021, Wrzesień6 - 0
- 2021, Sierpień15 - 0
- 2021, Lipiec17 - 0
- 2021, Czerwiec10 - 0
- 2021, Maj17 - 0
- 2021, Kwiecień20 - 0
- 2021, Marzec19 - 0
- 2021, Luty14 - 0
- 2021, Styczeń18 - 0
- 2020, Grudzień10 - 0
- 2020, Listopad9 - 0
- 2020, Październik26 - 0
- 2020, Wrzesień5 - 0
- 2020, Sierpień15 - 0
- 2020, Lipiec37 - 0
- 2020, Czerwiec29 - 0
- 2020, Maj29 - 0
- 2020, Kwiecień26 - 0
- 2020, Marzec32 - 0
- 2020, Luty17 - 0
- 2020, Styczeń23 - 0
- 2019, Grudzień19 - 0
- 2019, Listopad29 - 0
- 2019, Październik31 - 0
- 2019, Wrzesień12 - 0
- 2019, Sierpień14 - 0
- 2019, Lipiec22 - 0
- 2019, Czerwiec7 - 0
- 2019, Maj30 - 0
- 2019, Kwiecień13 - 0
- 2015, Listopad3 - 0
- 2015, Październik5 - 7
- 2015, Wrzesień8 - 0
- 2015, Sierpień19 - 13
- 2015, Lipiec11 - 11
- 2015, Czerwiec11 - 16
- 2015, Maj13 - 20
- 2015, Kwiecień11 - 42
- 2015, Marzec7 - 23
- 2015, Luty11 - 33
- 2015, Styczeń12 - 18
- 2014, Grudzień6 - 13
- 2014, Listopad6 - 19
- 2014, Październik7 - 21
- 2014, Wrzesień22 - 56
- 2014, Sierpień11 - 43
- 2014, Lipiec13 - 34
- 2014, Czerwiec11 - 39
- 2014, Maj17 - 82
- 2014, Kwiecień14 - 65
- 2014, Marzec11 - 73
- 2014, Luty18 - 97
- 2014, Styczeń10 - 8
- 2013, Grudzień13 - 49
- 2013, Listopad6 - 24
- 2013, Październik9 - 23
- 2013, Wrzesień13 - 23
- 2013, Sierpień17 - 38
- 2013, Lipiec16 - 20
- 2013, Czerwiec5 - 4
- 2013, Kwiecień5 - 2
- 2013, Marzec8 - 3
- 2013, Luty2 - 0
- 2013, Styczeń1 - 0
- DST 91.53km
- Czas 03:23
- VAVG 27.05km/h
- VMAX 70.39km/h
- Temperatura 20.8°C
- HRmax 193 ( 91%)
- HRavg 162 ( 77%)
- Kalorie 2514kcal
- Podjazdy 1058m
- Sprzęt Scott Speedster 20
- Aktywność Jazda na rowerze
Świeradów z koksami
Sobota, 13 września 2014 · dodano: 13.09.2014 | Komentarze 10
Nie pojechałem na zawody. Nie zdążyłem po wczorajszym rekonesansie doprowadzić roweru do ładu, a dziś na urwanie łba mi się nie chciało. Mateusz zadzwonił w dobrym momencie. Pojechałem z nim i Sebastianem na szosę. Sebastian co prawda na górskim rowerze ze slickami. Na równym i z góry miał problemy, bo biegów mu brakowało. Ale pod górkę odchodził mi jak chciał razem z Mateuszem. Całą trasę nie zrzucił przełożenia z blatu. Dziś też niezłe manto sobie sprawiłem na rowerze i trzeba już regenerować się, żeby na Polanicę mieć formę. Sebastian zabierze się ze mną do Polanicy i na Świeradów prawdopodobnie. A dziś już ledwo z nimi przejechałem tą trasę. Jeden ściga się przez drugiego, a ja za nimi. Czajnik paruje, za ciepło ubrałem się i do tego robiłem już chyba 6 tysiąc metrów w pionie tego tygodnia licząc od niedzieli. Uda piekły masakrycznie, ale jak to się zregeneruje to będzie moc!Waga po treningu: 70.3kg.
Kategoria Treningi
- DST 31.85km
- Czas 01:11
- VAVG 26.92km/h
- VMAX 47.12km/h
- Temperatura 17.0°C
- HRmax 179 ( 85%)
- HRavg 157 ( 74%)
- Kalorie 845kcal
- Podjazdy 226m
- Sprzęt Scott Speedster 20
- Aktywność Jazda na rowerze
Brak sił
Piątek, 12 września 2014 · dodano: 12.09.2014 | Komentarze 0
Mateusz zadzwonił i chciałem sobie jeszcze z nim pojeździć. Ale ten tydzień już tak mnie styrał, że mam lekko dość. Skróciliśmy trasę, bo inaczej na pewno bym nie pojechał na żadne zawody w weekend.Waga po treningu: 70.0kg.
Kategoria Treningi
- DST 16.62km
- Teren 16.62km
- Czas 01:07
- VAVG 14.88km/h
- VMAX 41.78km/h
- Temperatura 16.8°C
- HRmax 198 ( 94%)
- HRavg 178 ( 84%)
- Kalorie 937kcal
- Podjazdy 425m
- Sprzęt Trek 8900
- Aktywność Jazda na rowerze
Objazd trasy XC w Lubawce
Piątek, 12 września 2014 · dodano: 12.09.2014 | Komentarze 0
W ten weekend odbywają się XX Międzynarodowe Otwarte Mistrzostwa Kolarstwa Górskiego w Lubawce. W sobotę jest czasówka, a w niedzielę start wspólny. Mam na pieńku z tymi zawodami, bowiem skończyłem przez nie karierę w 2005 roku. Rozwaliłem tam rower do tego stopnia, że nie miałem już kasy na naprawy. Potem miałem przerwę do 2010 roku z rowerem. W 2004 miałem 4/9 miejsce, a w 2005 nie ukończyłem tej trasy. Hamulce puściły na najtrudniejszym zjeździe i poleciałem przez kibiców i krzaki w pole. Dzisiaj było tak ślisko na tym zjeździe, że zdecydowałem o butowaniu na nim. Musiałbym puścić heble na moment, żeby przednie koło nie osuwało się na boki, ale przy takim nachyleniu nie wyhamuję na dole. Więc dziś zrobiłem ten zjazd dwa razy do połowy. Może inni zjadą, ale ja ze zwichrowaną kostką nie będę ryzykował. Przy obecnych warunkach trzeba będzie też podprowadzić dwa podjazdy, z czego jednego z nich nigdy wcześniej nie podjechałem, a drugiego pierwszy raz nie dałem rady przez błoto na trasie. Podchodzenie szło mi lipnie, bo kostka skacze masakrycznie. W sumie to kaleka ze mnie już. A na trasie warunki gorsze niż we Wałbrzychu na maratonie. Rower uświniłem, przerzutka mi już nie przekłada jak trzeba, a to dwa dni trzeba startować. Decyzji o wyjeździe jeszcze nie podjąłem, a Wy możecie w komentarzach pisać co chcecie :-P Ja to robię dla przyjemności i w tej chwili dla oszczędności, a nie dla poklasku ;-) Jak miałbym się zmuszać, to nie ma takie coś sensu. Kategoria Treningi
- DST 140.11km
- Czas 05:43
- VAVG 24.51km/h
- VMAX 75.62km/h
- Temperatura 16.0°C
- HRmax 179 ( 85%)
- HRavg 149 ( 70%)
- Kalorie 3761kcal
- Podjazdy 1787m
- Sprzęt Scott Speedster 20
- Aktywność Jazda na rowerze
Babia Góra
Środa, 10 września 2014 · dodano: 10.09.2014 | Komentarze 0
Pogoda ładna więc pojechaliśmy daleko, ale trasę dopasowaliśmy do naszych możliwości. Mniej gór, więcej kilometrów. Od początku bolały mięśnie po wczorajszych wspinaczkach.
Droga z Żywca do Słowacji. Ja, Zachariasz i Jurek. Tu Zachariasz powątpiewał w swoje siły. Po wczorajszym miał nieźle poszarpane mięśnie. Ale stwierdził, że jedzie "umrzeć" i koniec.

W słowackiej wiosce jakaś kobieta coś nadawała przez te megafony uniesionym, doniosłym głosem. Nie miałem pojęcia o czym mówiła, ale czułem się jak w Korei Północnej przy ogłaszaniu postanowień wielkiego wodza. Taką komuną wiało z tych głośników. Zachariasz mówił, że być może to jakieś kościelne kazanie. Żałuję, że nikogo o to nie zapytałem. Audycja była nadawana w całej kilkunasto-kilometrowej wiosce.

Pycha obiadek w nagrodę za jazdę. Słowacja nie rzuciła nas na kolana. Pola, mało gór. Po obiedzie, który już w Polsce był, wspinaczka na Babią Górę. Złapałem kapcia, Zachariasz pojechał sam, bo chciał wolniej jechać bez nas, a my z Jurkiem naprawialiśmy rower. Potem ruszyliśmy w pościg, żeby dogonić gagatka, ale Jurkowi poszła szprycha i znów był postój. Nie złapaliśmy Zacharego, czekał na samym szczycie aż 5 minut w pełni zadowolony. To było jego moralne zwycięstwo. Szybkie siku w krzakach i zjazd do Zawoi 15km. Fajny, ale bez większych emocji.

Kolejny podjazd po Babiej Górze. Tu już było ciężko, ciągle po 7%. Od tego momentu liczyliśmy na to, że nie będzie więcej podjazdów, ale jakże srogo się myliliśmy. Potem jeszcze było 30km interwałowych podjazdów i zjazdów. Niektóre dawało się z rozpędu, a inne trzeba było męczyć. Jurek robił sprinty na nich jako jedyny. Skąd te siły?! Potem dowlokliśmy się do Jeziora Żywieckiego i już byliśmy prawie w domu. Na sam koniec niezły max 75km/h, gdybym miał większą korbę to 90 byłoby spokojnie.
Kategoria Ponad 100km, Treningi, Żywiec 2014
- DST 88.80km
- Czas 04:13
- VAVG 21.06km/h
- VMAX 59.14km/h
- Temperatura 16.2°C
- HRmax 181 ( 86%)
- HRavg 149 ( 70%)
- Kalorie 2752kcal
- Podjazdy 1400m
- Sprzęt Scott Speedster 20
- Aktywność Jazda na rowerze
Deszczowa masakra w Żywcu
Wtorek, 9 września 2014 · dodano: 09.09.2014 | Komentarze 0
Pojechaliśmy z Jurkiem i Zachariaszem do Żywca pojeździć kilka dni na rowerze. Między innymi ten obóz ma mnie przygotować do startów na maratonach. Ale od samego rana leje deszcz i siedzieliśmy w pokoju. Prognozy mówiły, ze do 20:00 będzie lać. Byłem jedyny za tym, żeby iść na rower w deszcz, ale może i dobrze, że nikt nie słuchał, bo momentami tak urywało chmurę, że to byłby spory błąd. Więc pojechaliśmy samochodem wkoło Jeziora Żywieckiego. Tam sprawiało wrażenie, że się przejaśnia, więc co my tu robimy, zamiast iść na rower. Szybki powrót na jamę po rowery i dawaj do Wisły. Wyjechaliśmy dopiero o 15:30, bo do tej godziny lało nieprzerwanie.
Po 10km nasz zapał ostudziło kolejne urwanie chmury. Głównie to ja naciskałem na opuszczenie ścian hotelu, więc czułem się winny. Ale tu nikt nie narzekał, że pada, a w hotelu ciągle jęczeliśmy, że pada i nic nie można zrobić. Ja chciałem uratować dzień, więc cieszyłem się, że wyciągnąłem wszystkich z domu mimo zaistniałej sytuacji. Ale przeczekaliśmy.

Potem nawet słońce wyszło. Jurek zapodawał mocne tempo, a my z Zachariaszem obstawialiśmy tyły.

Warto było zmoknąć dla tej trasy.

Ale dalej mokro.

Trasa na sucho byłaby marzeniem. Były też fragmenty, gdzie można na sucho pocisnąć bardzo sporo, może nawet do setki, ale na mokro na hamulcach zjeżdżaliśmy. Zachariasz tylko cisnął momentami z górki i miał chyba ze 77km/h w jednym miejscu.

Potem zrobiło się ciemno. Przednie oświetlenie miałem tylko ja, więc prowadziłem, ale tragedii nie było. A z tego miejsca zostało jeszcze 30km po nieznanych nam drogach. Pod koniec już padały hasła, żeby "kończyć tą nierówną walkę". Zachariasz jeszcze złapał kapcia tuż przed końcem i na flaku dojechał do końca. Więc dzień uratowany i udało się zrobić niezłą trasę.

Potem zasłużony miejscowy Żywiec. Jutro ma być pogoda rewelacyjna, więc będzie dwa razy tyle. Ale musimy najpierw dorwać serwis rowerowy, bo rowery też dostały.
Kategoria Treningi, Żywiec 2014
- DST 38.55km
- Czas 01:32
- VAVG 25.14km/h
- VMAX 51.77km/h
- Temperatura 16.7°C
- HRmax 193 ( 91%)
- HRavg 156 ( 74%)
- Kalorie 1088kcal
- Podjazdy 397m
- Sprzęt Scott Speedster 20
- Aktywność Jazda na rowerze
Kopę lat
Poniedziałek, 8 września 2014 · dodano: 08.09.2014 | Komentarze 2
Już dawno nie jeździłem z Mateuszem. Razem jeździmy odkąd jestem w Jeleniej Górze i w mniej więcej w tym samym czasie sypią się nam rowery. A dziś oboje na świeżo zrobionych szosach jechaliśmy, więc może coś jeszcze odkujemy się w tym sezonie. Niestety urlop rowerowy odbędzie się bez wielkiego nieobecnego, czyli Mateusza. Technikum nie pozwala na zrobienie sobie wolnego. My z resztą urlopów też nie mamy za dużo, więc trzeba brać co jest. Majorka to nie będzie. Kategoria Treningi
- DST 84.98km
- Czas 03:05
- VAVG 27.56km/h
- VMAX 74.46km/h
- Temperatura 26.3°C
- HRmax 190 ( 90%)
- HRavg 171 ( 81%)
- Kalorie 2480kcal
- Podjazdy 843m
- Sprzęt Scott Speedster 20
- Aktywność Jazda na rowerze
Dezercja
Niedziela, 7 września 2014 · dodano: 07.09.2014 | Komentarze 0
Decyzja o dezercji z zawodów w Sosnówce była dobra i mądra, bo bym tam dziś skonał. Ledwo przejechałem trasę, która jest o wiele łatwiejsza, a nie miałem wyścigowego tempa, a raczej bardzo wymęczone. Do dzisiejszych osiągnięć mogę zaliczyć wyprzedzenie kobiety jadącej rowerem w spódnicy, a gdzie indziej matki z dzieckiem na rowerku. Od 23 lipca nie zrobiłem tylu kilometrów w jeden dzień. Dużo pracy czeka mnie przez maratonami w Polanicy i Świeradowie. Na chwilę obecną mięśnie pieką, a każdy podjazd był udręką. Tętno kosmicznie duże, a prędkość ślimaka. Ale wiem, że wszystko minie z kolejnymi kilometrami. Ciekawe jak poszło dzisiejszym zawodnikom w ich występach. Kategoria Treningi
- DST 31.20km
- Czas 01:14
- VAVG 25.30km/h
- VMAX 52.94km/h
- Temperatura 15.8°C
- HRmax 192 ( 91%)
- HRavg 169 ( 80%)
- Kalorie 967kcal
- Podjazdy 465m
- Sprzęt Scott Speedster 20
- Aktywność Jazda na rowerze
Żaby atakują
Sobota, 6 września 2014 · dodano: 06.09.2014 | Komentarze 0
Pierwszy raz na prawdziwym rowerze od niepamiętnych czasów. Chciałem iść na rower z Mateuszem, ale jemu dziś rozsypał się suport, więc musiałem iść sam. Rower mam porobiony i jeździło się cudownie. Z formą odnotowałem kilka problemów, ale czego się spodziewać po takiej przerwie. Byłem na trasie jutrzejszych zawodów, które u mnie dalej stoją pod znakiem zapytania. Na trasie mokro, ciemno i mgła. Szczerze mówiąc to miałem cykora na zjazdach.
Widzę, że wszystko już czeka na jutrzejszy start. Jedyny powód, który jest za tym, żeby tam jechać na ścigi, to że nie mam nic lepszego do roboty.
Przyznam się jeszcze, że to w sumie ja rozjechałem żabę. Nie wiem jak to się stało, ale wystrzeliła mi spod koła i spadła na kierownicę od góry. Był to jakiś płaz wielkości dłoni, więc trochę oberwałem. Było już ciemno i mało widziałem.
Waga po treningu: 71.5kg.
Pierwszy raz jestem na Strava. Kupiłem sobie smartfone HTC One i zaczynam się tym bawić:
Kategoria Treningi
- Aktywność Chodzenie
Norwegia - Kristiansand
Środa, 3 września 2014 · dodano: 06.09.2014 | Komentarze 0
Po Oslo pojechaliśmy oddać samochód do wypożyczalni i pojechaliśmy autobusem przez malownicze rejony do Kristiansand na samym południu Norwegii. Miasto jest wielkości Jeleniej Góry z podobną ilością mieszkańców. Mniej gór, dużo morza. Wciąż wszędzie ładnie i bogato. Podobnie jak w Oslo, tu również piesi i rowerzyści są święci, a kierowcy samochodów wyklęci. W Norwegii można bezkarnie przechodzić na czerwonym świetle na własną odpowiedzialność. Testowaliśmy to w obecności policji.
W Kristiansand dostałem do swojej dyspozycji "wypożyczaka". Jak ktoś oglądał film Maska to wie o co chodzi. Nakamura dawała radę, dzięki rowerom szybko mogliśmy zwiedzić spore połacie miasta i okolic.

Na jednym z rowerowych wypadów w sklepie widzieliśmy dużo żyjątek.

Bajerancki żaglowiec.

Są też góry i leśne ścieżki. Właśnie tutaj widziałem matkę biegającą razem z wózkiem dziecięcym, i to takim wózkiem dla noworodka.

Widok na miasto Kristiansand.

Wypożyczak dawał radę.

Niezłe echo tam odchodziło. Żeby tam dotrzeć musieliśmy zostawić rowery w lesie. Nikt się nie martwił, że ich tam nie będzie jak wrócimy. Po za tym ludzi zostawiają rowery koło domów. W nocy się przeszliśmy przez miasto i pełno stało różnych rowerów bez żadnego przypięcia. Niektóre naprawdę wypasione.

Widok na Kristiansand z tych skał, które są nad tą dziwną akustyczną budowlą z poprzedniego zdjęcia.

Widok z jeszcze innej góry w Kristiansand.

Jeziorka w parku zwanym Beneheia. Obowiązkowe miejsce dla każdego turysty. Dużo grzybów, jagód, widoków, ludzi uprawiających sport, wycieczek, "plażowiczów", a jednocześnie spokój i cisza.

Złowiłem też pierwszą rybę w swoim życiu. Była to makrela. Ale łowienie ryb jeszcze mnie nie wciągnęło na szczęście. Jurek z Mateuszem lubią łowić ryby tak samo jak jeździć na rowerze, pewnie teraz będą mnie chcieli wciągnąć w kolejne hobby.
Największą stratą jest to, że nie zabrałem tam swoich rowerów. Urlop rowerowy w Norwegii jest dobrym pomysłem. Marzy mi się wyprawa z sakwami przez Bergen, Stavanger, a może nawet Trondheim.
- Aktywność Chodzenie
Norwegia - Oslo
Sobota, 30 sierpnia 2014 · dodano: 06.09.2014 | Komentarze 1
Moją długą przerwę od roweru spowodowały przygotowania i wyjazd do Norwegii. Chcieliśmy zobaczyć jak się żyje w kraju, który daje obiecujące warunki pracy zwłaszcza w moim zawodzie programisty. Myślę, że każdego zainteresuje jak tam jest.
Drogi w Norwegii są pierwszej jakości, a mimo tego statystycznie na autostradzie prędkość jest ograniczona do 80km/h, w porywach do 110km/h, przy czym większość ludzi przestrzega tych ograniczeń. Piraci drogowi przekraczają prędkość dozwoloną może maksymalnie 20km/h. Są tam gigantyczne mandaty. Zwłaszcza za przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym, blisko przejść dla pieszych. Natomiast za wykroczenie drogowo z udziałem dzieci lub blisko szkoły kosztuje już masakrycznie drogo. Więc nie jest to kraj dla ludzi lubiących wdepnąć pedał gazu. Mi było tam bardzo ciężko pod tym względem. Jazda na tempomacie 80km/h była dla mnie ubezwłasnowolnieniem.

W Oslo zameldowaliśmy się w dzielnicy Holmenkollen, która jest takim Karpaczem blisko centrum Oslo. Jest to jednocześnie najbardziej bogata część miasta. W tle na dole widać resztę Oslo.

Niedaleko hotelu jest skocznia narciarska. Można z niej zjechać po linie widocznej na zdjęciu za 490 koron, czyli jakieś 245zł. Nie zjeżdżałem bo już nie raz na czymś takim zjeżdżałem, szkoda kasy i kolejka była za długa. Pod skocznią jest muzeum narciarstwa, które warto zwiedzić. Na zdjęciu też widać iPhone'a jakiegoś Norwega. Apple tam rządzi, bo każdego na niego tam stać.

W Norwegii wszyscy uprawiają sport. Norwegowi szkoda inwestować w dom i mieszkanie, bo woli odłożyć na aktywny tryb życia, czyli na sport i wyjazdy urlopowe. Widziałem w Holmenkollen biatlonistów, narciarzy na nartorolkach, kolarzy górskich i szosowych, ludzi na miejskich rowerach. Każdy praktycznie w sportowym stroju. W Kristiansand, miasto położone 300km od Oslo, widziałem jak po górzystym lesie w terenie biega matka z wózkiem dziecięcym.
Oslo ma tą zaletę, że ma tylu mieszkańców co Wrocław, około 700-800 tys., a dwa razy większą powierzchnię. Nie ma tam blokowisk. Ścisłe centrum to biura, porty i ulice handlowe, natomiast reszta to ogromne osiedla domków jedno lub wielorodzinnych. Do tego Wrocław nie ma gór, ani morza. W Oslo do wyboru, do koloru. Nie mówiąc już o infrastrukturze ścieżek rowerowych. A wiadome jest to, że w dużym mieście łatwiej o pracę. Więc z dwojga złego Oslo o wiele lepsze i zarobki dużo większe.

Byliśmy też w parku rzeźb, czyli u "golasów". Dokładniej widać o co chodzi na kolejnych zdjęciach.

To jeden z wielu golasów tego parku.

A to jest epicentrum "golasów". W centrum miasta stał nawet posąg jakiegoś diabła z członkiem we zwodzie, ale tego już nie chciałem mieć na zdjęciach. Za to byli tacy co wieszali na nim kurtkę i robili sobie zdjęcia.

Rowery fajne i drogie. Ten z lewej koło 15 tys. zł, a ten po prawej podobnie. Trzeba przyznać, że Ridley ładne ma te rowery.

Ridley marzeń.

Ale rekord należał do Treka na XTRach za 74 000 koron, czyli 39 000zł. Taka normalna wystawa sklepowa.

Główne biuro Opera Software.

Zdjęcie z moim ulubionym logo.

Normalna już opera w Oslo, czyli ta, gdzie śpiewają i dają występy. Po dachu tego budynku można spacerować i jeździć na rowerze. Oslo w nocy nabiera wyglądu. Zapuściliśmy się nawet o północy do podobno najbardziej niebezpiecznej dzielnicy Oslo, czyli Gronland. Czarnoskóry chłopak chciał nam sprzedać narkotyki, a po ulicach chodzą tam głównie muzułmanie i czarnoskórzy. Wzięliśmy tam coś na wynos w McDonalds i uciekliśmy. Ale nawet tam ciężko jest o to, żeby ktoś przylał po mordzie. Za to w tej dzielnicy można zjeść w najniższych cenach. Żywność jest bardzo droga w Norwegii.

Zdjęcie z dachu opery.
W Oslo spędziliśmy łącznie 3 dni. Jeśli nie powiodą się moje plany w Jeleniej Górze, to będzie to prawdopodobnie moje kolejne miejsce zamieszkania. Największym plusem Norwegii są ludzie. Akceptują się nawzajem mimo mieszanki kulturowej. Są dla siebie mili, na ulicy nikt na nikogo nie trąbi. Wszyscy ustępują sobie miejsca na ulicach.
Na koniec kilka ciekawostek. Norwegia jest krajem bez brodzików. Prysznic to po prostu część podłogi w łazience z kratką odpływową. Korzystałem z trzech łazienek i wszędzie tak samo. Woda rozlewa się po całej podłodze łazienki. Ale za to jak jest potem czysto. Drugą sprawą jest to, że woda w Norwegii jest darmowa. Do tego wszyscy piją wodę z kranu. W restauracji chcieliśmy zaoszczędzić i nie wzięliśmy nic do picia, a i tak dostaliśmy po szklance wody. Wszędzie można poprosić o wodę i dostaniemy ją za darmo. Co więcej prąd jest tani, a po większych opadach deszczu przychodzi pismo, że przez jakiś czas prąd będzie całkiem za darmo. Ponad 90% energii w Norwegii jest z elektrowni wodnych. Nikt tam nie zakłada instalacji gazowych. Wszystko jest na prąd. Mieszkania i żywność są drogie, ale przy norweskich wypłatach nie jest to żaden problem. I to jest chyba powód, dla którego wszędzie widać mnóstwo norweski flag. Ludzie tam po prostu uwielbiają swój kraj.

